ZESZYTY PRASOZNAWCZE
NR 3-4 (187-188) KRAKÓW 2006
Od redaktora
Spieszcie
się czytać i chwalić zasługujące na to czasopisma, bo tak szybko znikają. Ta
niezgrabna parafraza pięknego i wzruszającego do łez wiersza księdza Jana Twardowskiego
przyczepiła mi się do pamięci w trakcie lektury odredakcyjnego wstępu do ostatniego
numeru Zeszytów Telewizyjnych. Ich redaktor naczelny powiadamia tam o
"bezinteresownej likwidacji" pisma i towarzyszącej mu Biblioteki,
które przez trzy lata przekonywająco świadczyło o "zdolności środowiska
ludzi mediów elektronicznych do autorefleksji na temat miejsca i powinności
mediów w społeczeństwie demokratycznym". Trudno nie pomyśleć przy tej okazji
o Przekazach i Opiniach (1976-1990), które siedemnaście lat po uśmierceniu
nadal raz po raz przypominają o sobie w przypisach i bibliografiach prac medioznawczych.
Ukazuje
się ten numer z zawstydzającym opóźnieniem. Spowodowało go m.in. oczekiwanie
(nawiasem mówiąc bezskuteczne) na materiał - jak się Redakcji wydawało - niezbędny
w strukturze zawartości numeru. Chodziło nam o syntetyczną, opartą na twardych
danych, a przy tym dynamiczną charakterystykę oferty medialnej w języku polskim
i jej publiczności w Rzeczypospolitej. Nie doczekaliśmy się i rozpoczynamy ten
numer krótkim esejem Rafała Riedla oskarżającym o populizm polski system
medialny splątany z systemem politycznym i podsystemem ekonomicznym. A jedynym
remedium na wszelkie postaci populizmu jest zdaniem Riedla kultura polityczna
odbiorcy, którego "kompetencje społeczne stanowią naturalną barierę dla
rozwoju negatywnego scenariusza, zarysowanego w tym opracowaniu [...]. Media,
które same są kreatorem treści i formy polityki są również orężem w walce o
marzenia i pragnienia mas".
Na
europejskim rynku medialnym w ogóle, a rynku prasy codziennej w szczególności
robi się coraz ciaśniej. Na polskim zresztą też, jak świadczą spadki wielkości
audytoriów starych gazet wskutek pojawienia się nowych. Jeśli tak jest, to "skąd
bierze się obecne zainteresowanie światowych (zwłaszcza niemieckich) koncernów
prasowych polskim rynkiem medialnym i czy powinno to być dla nas zaskoczeniem?"
Odpowiedź na tak postawione przez siebie pytania znajduje Zbigniew Kosiorowski
u sąsiadów zza Odry w wymuszonym prawnie zahamowaniu wzrostu największych
koncernów niemieckich w Republice Federalnej. Ekspansja Springera za granicą,
w tym jego "działania założycielskie" w Polsce, przynajmniej w pewnym
stopniu rekompensuje tamto zahamowanie. "Stajemy się częścią światowego
megasektora medialnego - konkluduje Kosiorowski. - I podlegać będziemy tym samym,
co inni procesom. I tym niosącym zagrożenia, i tym ułatwiającym rozwój".
Wkraczając
na rynek prasy codziennej w Polsce, zastał na nim Springer inne wydawnictwa.
Rozwój nakładowy jego dzienników, a co za tym idzie i wzrost udziału w prasowych
wpływach reklamowych, mógł się dokonać tylko (albo przede wszystkim) kosztem
pozostałych wydawców. Najpoważniejszym z nich była i pozostała Agora z jej Gazetą
Wyborczą. Tylko ją stać na współzawodnictwo z wydawcą Faktu i Dziennika.
Namawiam do lektury fascynującej relacji Zbigniewa Oniszczuka z dotychczasowego
przebiegu zapasów tych dwóch mocarzy. Trudno wyrokować, czym się ta konfrontacja
skończy, ale - jak pisze Oniszczuk - "ewentualne sukcesy Agory [...] mogłyby
mieć ponadnarodowe znaczenie. Mogłyby służyć jako przykład i dowód na to, że
o powodzeniu na rynku medialnym nie zawsze decyduje siła ekonomiczna".
Pojawienie
się dzienników Springera w Polsce przysporzyło kłopotów także rodzinie regionalnych
dzienników wydawanych przez Polskapresse. Jednym z nich jest Gazeta Krakowska,
której zmienne losy w III Rzeczypospolitej przedstawiają Ignacy S. Fiut
i Jerzy Pałosz. Przypominają niedawną przeszłość i szukają odpowiedzi
na pytanie: Jak się też losy jej i pozostałych dzienników z jej rodziny potoczą
w IV RP? Jaką strategię w nowej sytuacji wybierze wydawca?
Rzadko
się zdarza okazja poznania z pierwszej ręki, co dziś myślą teoretycy dziennikarstwa
w Rosji. Taką okazję stwarza lektura artykułu Siergieja Korkonosienki.
A okazuje się, że przynajmniej niektórzy z nich myślą na tle współczesnej praktyki
mediów rewolucyjnie, choć w duchu przedrewolucyjnym: "Tradycje prasy rosyjskiej,
ze wszystkimi jej historycznymi przełomami, jaskrawo pokazują, że praca dziennikarza
odkrywa w człowieku jego potencjał obywatelski, duchowość, oddanie ideałom humanizmu
i sprawiedliwości".
Członkami
Unii Europejskiej stała się Polska jednocześnie z Republiką Czeską z początkiem
maja 2004 r. Jednocześnie polska i czeska prasa wskazywała wtedy na blaski i
cienie tego członkostwa, korzystając z przenośni i porównań. Ciekawe, że ich
repertuar - jak wynika z artykułu Jany Kępskiej - był bardzo podobny:
"większość modeli metaforycznych języka prasy codziennej i tygodników pojawia
się w kontekście opisu procesu integracji europejskiej zarówno w mediach polskich
jak i czeskich".
Podobno
nie mamy dziś życzliwego nam, Polakom, wizerunku w mediach rosyjskich. Natomiast
z pewnością - dowodzi Artur Życki - mieliśmy bardzo nieżyczliwy wizerunek
w prasie sowieckiej w międzywojennym dwudziestoleciu. "Pisząc o Polsce,
używano języka wulgarnego, dobierano słownictwo o silnym negatywnym zabarwieniu
emocjonalnym: szajka opryszków, agenci, motłoch, pachołkowie,
łobuzy, dzierżymordy [...], faszyści. Nie przebierano w
środkach dla zohydzenia wizerunku Polski i Polaków i nie było w tym względzie
jakichkolwiek hamulców." Dla równowagi wypada dodać, że wizerunek Kraju
Rad i jego obywateli w ówczesnej prasie polskiej też nie był sympatyczny.
W
Materiałach tego numeru znajdą Państwo trzy solidne teksty. Pierwszy z nich
to syntetyczny przegląd polskich współczesnych czasopism poświęconych sztuce
pióra Katarzyny Jagodzińskiej. Nie mają one w Polsce łatwego życia, ale
"nie jest to wyłącznie problem samych pism, tylko społeczeństwa, w którym
nawyki czytelnicze ograniczają się z reguły do literatury, a kultura i tak znajduje
się na samym końcu drabiny potrzeb i zainteresowań". Autorem drugiego,
poświęconego muzyce popularnej w Polityce, Newsweeku, Wprost
i Przeglądzie, jest Maciej Łata. Dowodzi on, że choć wśród opisywanych
twórców dominują muzycy deklarujący apolityczność, "twórcy angażujący się
politycznie mają stałe miejsce w tego typu prasie. Redaktorzy faktycznie kierują
się światopoglądem przy doborze tematyki muzycznej. Zdarza im się wybiórczo
opisywać tematykę tekstów, deprecjonować artystów o poglądach niezgodnych z
polityką redakcyjną czy promować twórców, z którymi mają wspólne sympatie polityczne."
W trzecim tekście Tomasz Kowalski opisuje sytuację prawną prasy zwanej
erotyczną lub pornograficzną w Polsce.
Dzięki opóźnieniu tego numeru możemy w nim złożyć najserdeczniejsze gratulacje i najlepsze życzenia niegdysiejszemu pracownikowi naukowemu Ośrodka a późniejszemu rektorowi Akademii Ekonomicznej w Krakowie Panu Profesorowi Jerzemu Mikułowskiemu Pomorskiemu z okazji Jego (pierwszego) siedemdziesięciolecia. Drogę naukową Jubilata przypomina Sylwester Dziki.
wp