Śląski Wawrzyn Literacki 2002 -- laudacja 19 XII 2002

 

Jerzy Jastrzębski                                          Katowice, 19.12.2002

 

Walery Pisarek

 Nowa retoryka dziennikarska

 

Zagęszczenie przestrzeni komunikacyjnej w związku z narastającą intensywnością interakcji społecznych stawia przed nami trudne niekiedy do rozwiązania problemy natury psychicznej i technicznej. Po to, żeby skutecznie współpracować, musimy się coraz częściej i lepiej porozumiewać, przełamując wewnętrzne i zewnętrzne opory, docierając do odbiorców i partnerów wbrew najróżniejszym przeszkodom i komplikacjom. Wymaga to – poza wieloma innymi dyspozycjami - kompetencji komunikacyjnych, umożliwiających m.in. przyciąganie i zatrzymywanie uwagi odbiorców, przekonywanie do własnych racji, skłanianie do podejmowania określonych działań... Równocześnie elementarna sprawność w posługiwaniu się językiem wydaje się być zjawiskiem coraz rzadszym. Umiejętność pisania stopniowo zanika, podobnie jak sztuka rozmowy. Wystąpienia publiczne grożą zatem zwykle katastrofą, a w każdym razie wiążą się z dyskomfortem -- zarówno wtedy, kiedy mówcy spotykają się ze swoją publicznością twarzą w twarz, jak i wtedy, kiedy przychodzi im zaistnieć w mediach. Z wyjątkiem osób obdarzonych przez naturę przerostem dobrego samopoczucia nad rozumem bądź też samorodnym talentem oratorskim cierpią zatem przy takich okazjach wszyscy lub prawie wszyscy.

Wydając Nową retorykę dziennikarską profesor Walery Pisarek ulitował się więc nie tylko nad dziennikarzami, ale nad wszystkimi, którzy pragną bądź muszą publicznie występować, przeżywając niekiedy trudne chwile oraz różnego rodzaju lęki i niepokoje związane ze swą pracą lub rolą albo też sytuacją, w której się znaleźli. Profesor Pisarek zwraca się w swojej książce zarówno do zawodowców, jak i do amatorów; do sfrustrowanych, zniechęconych, zdezorientowanych, rozczarowanych, wątpiących... Te destrukcyjne emocje i nastroje koi i rozprasza autor Nowej retoryki... umiejętną perswazją, kompetentnym wykładem, mądrą radą i wspaniałym poczuciem humoru.

Ludzie, którzy zabierają dziś głos publicznie -- powiada Pisarek -- mogą się skarżyć:
I. NIKT NAS NIE ZAUWAŻA, a spośród tych nielicznych, co nas zauważyli,  
II. NIKT NAS NIE SŁUCHA I NIE CZYTA, a spośród tych nielicznych, co nas jednak wysłuchali lub przeczytali,  
III. NIKT NAS NIE ROZUMIE, a spośród tych nielicznych, co nas zrozumieli,  
IV. NIKT NAM NIE CHCE PRZYZNAĆ RACJI, a spośród tych nielicznych, co nam przyznali rację,  

V. NIKT NAS NIE PAMIĘTA).

Czarna rozpacz tedy ogarnąć powinna dziennikarzy i wszystkich gdziekolwiek dla kogokolwiek piszących; kompletna beznadzieja zamknąć usta powinna mówiącym. Nie wiadomo co z tym zrobić, nie wiadomo gdzie szukać z takiej sytuacji wyjścia. Na szczęście, profesor Pisarek takie wyjście na końcu swej książki proponuje. Żeby zeń jednak skorzystać, trzeba poznać to, co znajduje się pomiędzy cytowaną wyżej skargą i zamykającą dzieło receptą. Trzeba po prostu przeczytać Nową retorykę dziennikarską -- czyli opis różnych sposobów na sukces komunikacyjny, zawodowy albo nawet towarzyski. Sposoby te oparte są na wykorzystywaniu możliwości języka jako narzędzia komunikacji -- stąd nieodzowne w książce przypomnienie lingwistycznych rudymentów. Ten krótki, nieodzowny kurs gramatyki jest arcydziełem precyzji, jasności, elegancji wywodu i... poczucia humoru, które nie opuszcza autora w najtrudniejszych momentach dyskursu. W końcu retoryka i gramatyka była podwójną zmorą uczniów i studentów od dwudziestu paru wieków. Wyjątkowo łatwo tu czytelnika zniechęcić, zgubić nie doprowadzając do szczęśliwego końca, w którym okazuje się, że opisywana na początku sytuacja wcale nie jest beznadziejna, że trudności można pokonać odwołując się do wielowiekowej tradycji i doświadczeń naszych najmądrzejszych przodków. Potrzebne jest tylko właściwe „działanie” (tak zatytułował drugą część swej książki Walery Pisarek) przy użyciu odpowiednich instrumentów („Narzędzia" - to tytuł części pierwszej). Pointa dzieła, ujmująca istotę sposobów na dobrą komunikację, czyli ukazująca jądro i sens retoryki, jest zatem optymistyczna i zachęcająca do działania:

Nie zauważają nas? Trzeba komunikować inaczej niż wszyscy.  
Nie czytają nas i nie słuchają? Trzeba im opowiadać o ludziach niedobrych i nieszczęśliwych i to tak, jak nasi potencjalni czytelnicy i słuchacze lubią a więc obrazowo i dynamicznie.  
Nie rozumieją nas? Trzeba pisać tak, jak się mówi.  
Nie zgadzają się z nami? Trzeba na sporne przedmioty spojrzeć z innej strony lub nazwać je inaczej.  

Zapominają co usłyszeli lub przeczytali? Trzeba im wielokrotnie pisać i mówić to samo, tylko za każdym razem inaczej).

Chwaląc i rekomendując książkę profesora Pisarka powinienem przecież wytłumaczyć się z tego, że czynię to przy takiej okazji i w miejscu, gdzie przedstawia się nowe dzieła literackie bądź literaturze poświęcone. Nowa retoryka dziennikarska nie przynależy ani do literatury, ani do krytyki. W dodatku mamy do czynienia z edycją powtórzoną. Pierwsze wydanie tej książki ukazało się w czasach zamierzchłych, w roku 1970. Czy warto zatem czynić wyłom w przyjętych tu obyczajach i naruszać reguły gry? Myślę, że warto i trzeba. Pierwsze wydanie tej książki miało charakter pionierski - i to nie tylko w Polsce, ale w skali europejskiej. Wydanie drugie jest zmienione i poszerzone; ukazuje się w nowych okolicznościach historycznych, ustrojowych i kulturowych. Powracamy do retoryki i zaczynamy z różnych powodów ją cenić. Są to względy naukowe, teoretyczne, ale przede wszystkim społeczne i praktyczne.

Retoryka była kiedyś królową twórczych dyscyplin. Twierdził o niej Kwintylian, że jest najcudowniejszym i najcenniejszym darem bogów. Oczywiście ówczesne pojęcie retoryki było inne niż dzisiejsze. Mówiąc o retoryce miał na myśli autor Kształcenia mówcy zdolność ludzi do porozumiewania się między sobą; miał na myśli język jako narzędzie komunikacji oraz to wszystko, do czego można tego narzędzia użyć i przy jego pomocy osiągnąć. Od czasów Kwintyliana pojęcie retoryki ciągle zmieniało swój zakres i treść, tak by w końcu ulec daleko idącemu zawężeniu w stosunku do aspiracji i ambicji antycznych mówców i nauczycieli sztuki słowa i milczenia. Fundację retoryki przypisuje się zwykle -jak wiele innych pomysłów, praktyk i dokonań -- sofistom działającym w V w. przed Chrystusem, chociaż jej początków szukają niektórzy siedem wieków wcześniej w kulturze mykeńskiej. Arystoteles mówił jednak, że retoryka naturalna nie została przez nikogo wymyślona ani zaproponowana. Retoryka --jego zdaniem -- wzięła się z gatunkowej skłonności człowieka do przekonywania i uzasadniania swoich racji. Ludzie -- twierdził Arystoteles -- lubią się wzajemnie przekonywać i utwierdzać tym samym we własnych mniemaniach. Przekonując innych zmieniaj ą siebie i dookolny świat, nawiązują ze sobą kontakty, załatwiają różne ważne sprawy. Na podobne pożytki z retoryki zwracali też uwagę -- prócz sofistów -- przedstawiciele innych szkół filozoficznych. Chwalił ją Gorgiasz, zalecał jej studiowanie Platon, uprawiał wspaniale Demostenes, karierę polityczną robił z jej pomocą Perykles.

Kryzys tradycji antycznej w średniowieczu nie zaszkodził retoryce. Ciągłość jej nauczania nie została przerwana. Wraz z gramatyką i dialektyką stanowiła ona trivium -- fundament wykształcenia w wiekach średnich. Kiedy w liceum pedagogicznym zgłębiałem zawiłości systemów edukacji w minionych stuleciach, często zadawałem sobie pytanie o to, skąd brała się doniosłość i nieodzowność powszechnie skądinąd nie lubianej w szkołach (i poza nimi również) retoryki. Bardzo wcześnie bowiem znalazła się w sferze społecznych podejrzeń i niechęci, a w każdym razie nie zawsze i nie wszędzie cieszyła się dobrą opinią. Również dziś retoryka kojarzy się nam w dużej mierze z pustą gadaniną, manipulacją, z różnymi nie zawsze uczciwymi chwytami perswazyjnymi, a przede wszystkim z frazeologizmem w postaci pytań retorycznych, czyli z pseudopytaniami, pytaniami oszukańczymi, w których nie chodzi o zdobywanie wiedzy, ale o to, by przyciągnąć uwagę czytelnika lub słuchacza, żeby mu przedstawić jako jasne i oczywiste coś, co bynajmniej takie nie jest.

Podobne, uproszczone i jednostronne, pojmowanie retoryki daleko oczywiście odbiega od antycznej i średniowiecznej tradycji jej nauczania i uprawiania. Retoryka wchodząca w skład trivium była w swym założeniu „dziedziną przekonywania do każdej stosownej rzeczy” (Hugo od św. Wiktora). Zawierała zatem elementy etyki, nauki o języku, dzisiejszej socjologii, psychologii, teorii komunikacji... Była tedy ważnym elementem humanistycznego wykształcenia i zachowała tę pozycję w szkołach aż do XVIII wieku, nawet w tych, które, odżegnując się od średniowiecznej tradycji, przeszły w XVI i XVII stuleciu bardzo znaczącą ewolucję. Zamiast retoryki pojawia się w programach szkolnych „wymowa” i „poezja”, ale treści nauczania pozostają podobne, choć równocześnie następuje przesunięcie zainteresowań w stronę literatur klasycznych i narodowych. W pewnym sensie i zakresie wiąże się to z degradacją retoryki zapoczątkowaną jeszcze w XVII wieku. Dla siedemnastowiecznych filozofów i uczonych ideałem była precyzja, ścisłość, jasność wypowiedzi oraz maksymalna kondensacja myśli. Dla ludzi, którzy chcieli zmienić sposób myślenia i mówienia edukowanych Europejczyków retoryka stała się przeszkodą i wymagającą przezwyciężenia historyczną zaszłością. Retoryka -- pisał Leibniz -- służy tylko do podsuwania fałszywych idei, do podniesienia uczuć, zwodzenia, ograniczania zdolności sądzenia, tak iż jest to tylko zwykłe mydlenie oczu. A jednak właśnie tę oszukańczą sztukę stawia się na pierwszym miejscu i obdarza nagrodami. To dlatego, że bynajmniej ludzie nie troszczą się o prawdę, ale lubią zwodzić i być zwodzeni. To jest tak dalece prawdziwe, że to, co właśnie powiedziałem o tej sztuce, będzie, nie wątpię, uznane za ostateczne zuchwalstwo, bo wymowa podobna do płci pięknej posiada wdzięki zbyt wszechwładne, by zezwolono mi się przeciwstawić.

Zatem - według Leibniza - retoryka to sztuka oszukiwania i zwodzenia ludzi. Oczywiście, tak jak w obrębie wszystkich innych społecznych praktyk, tak i w dziedzinie komunikacji językowej i retoryki pojawiały się i pojawiaj ą negatywne zjawiska. Ludzie, którzy korzystali z narzędzi retoryki mieli zapewne różne zamiary i cele -- czasami nie najlepsze i nie najszczytniejsze, bo nie zawsze kierowali się dobrymi intencjami. Ale to samo przecież można powiedzieć o wszystkich narzędziach -- każde może być używane lepiej lub gorzej, z korzyścią lub szkodą dla ludzi, w służbie wysokich lub niskich celów. Niezależnie jednak od prób obrony retoryki, od XVII wieku następuje powolny upadek prestiżu retoryki i stopniowa dekonstrukcja jej przedmiotu. Pewną część tradycyjnych kompetencji i zainteresowań przejmuje nauka o języku, na inne obszary wchodzą nauki społeczne i psychologia, a później teoria komunikacji. Tak więc tradycyjny, rozległy obszar kompetencji retoryki zostaje rozparcelowany przez różne dyscypliny -- które zresztą niechętnie się do takich zawładnięć przyznają, nie czując się wobec kontrowersyjnych poprzedników zadłużone i zobowiązane. Klimat wokół retoryki zaczął się zmieniać dopiero na przełomie XIX i XX wieku, choć daleko było jeszcze wówczas do jej pełnej rehabilitacji i renesansu. W latach 30. w USA ukazują się książki, których celem jest przypomnienie klasycznych tekstów i wykazanie przydatności retoryki, przede wszystkim w badaniach historyczno- i teoretycznoliterackich. Autorzy tych i późniejszych rozpraw (m.in. reprezentanci szkoły ‘new rethoric’) zwracają uwagę na to, że metodologie funkcjonalne i strukturalne nie mogą wyjaśnić tajemnicy literatury, jej istoty i tożsamości. Starożytni trafnie wyczuli, że literaturę należy badać kompleksowo, w takiej perspektywie i przy użyciu tych narzędzi, jakimi dysponowała klasyczna retoryka.

W XX wieku pojawiły się jednak także inne, być może ważniejsze, powody wskrzeszenia retoryki. Istniały one także wcześniej, ale ich nie dostrzegano. Zapotrzebowanie na retorykę wywołało narastanie konfliktów, wzrost roli propagandy i reklamy, poszukiwanie technik masowej manipulacji i indoktrynacji (komunizm, faszyzm), narodziny i rozwój społeczeństw obywatelskich oraz instytucji demokratycznych, eksplozja mediów itp. W epoce niezliczonych lokalnych i globalnych konfliktów grożących wyniszczającymi ludzkość wojnami, sztuka przekonywania, dyskusji, negocjacji musiała zostać przypomniana i dowartościowana. Nie chcemy już wojen i konfliktów zbrojnych ani nawet politycznych czy ekonomicznych, zatem coraz intensywniej poszukujemy najróżniejszych sposobów skutecznego komunikowania się. Próbujemy się wzajemnie przekonywać do różnych idei i osiągać porozumienie w sprawach istotnych dla gatunkowego, grupowego i jednostkowego przetrwania. Stąd tak wielka kariera nauk komunikacyjnych. Tak jak dla XIX wieku nauką paradygmatyczną była historia, dla XX - fizyka, tak dla XXI stulecia głównym dyskursem będzie chyba dyskurs o języku i komunikacji społecznej. Zatem naukami paradygmatycznymi, stanowiącymi wzorzec dla innych dyscyplin i narzucającymi sposób myślenia i rozumienia świata będą najróżniejsze nauki o kulturze, ze szczególnym uwzględnienie perspektywy komunikacyjnej, zjawisk i procesów komunikacyjnych. Myślę, że takie prognozy są oparte na mocnych podstawach i sensownych argumentach. Coraz większe bowiem znaczenie ma dzisiaj komunikowanie międzykulturowe, międzynarodowe, ale także komunikowanie między różnymi grupami społecznymi. Ilu konfliktów można by uniknąć, gdyby władza potrafiła komunikować się ze społeczeństwem, gdyby samorządy potrafiły komunikować się ze społecznościami lokalnymi zgodnie z regułami sztuki przekonywania i dyskusji! Ile trudnych problemów dałoby się zminimalizować, gdyby poszczególne grupy religijne, kulturowe, grupy interesu także zechciały i nauczyły się porozumiewać w ramach społeczeństw i narodów! W dobie wielkich migracji jesteśmy skazani na dobrą społeczną komunikację, bo te migracje będą stanowiły coraz większy problem we współczesnym świecie. Będą się musieli nauczyć współistnienia ludzie różnych ras, kultur, religii, narodowości, tradycji, przekonań. Oczywiście nauka o komunikacji i najszerzej w jej ramach pojęta retoryka nie zastąpi innych narzędzi stwarzania, naprawiania i ulepszania świata; nie zastąpi instrumentów politycznych czy ekonomicznych. Niemniej sprawna, skuteczna komunikacja może być bardzo pomocna w tym dziele. Powrót retoryki nie jest więc tylko kolejną naukową modą, ale zjawiskiem trwałym i wywołanym rzeczywistymi potrzebami społecznymi.

Profesor Pisarek, dostrzegając wzrastającą rolę mediów na obszarze społecznej komunikacji, był pierwszym, który podjął u nas problematykę retoryki dziennikarskiej. Nie jedyny to zresztą pionierski wyczyn uczonego o wszechstronnych zainteresowaniach, wielkiej energii oraz odwadze myślenia i działania. Profesor Pisarek to również twórca --jeszcze w latach 60. -- jednego z najstarszych i najświetniejszych w Europie ośrodków badań prasoznawczych. Autor Nowej retoryki dziennikarskiej jest także wybitnym językoznawcą, teoretykiem komunikacji, medioznawcą o zainteresowaniach metodologicznych. Kiedy w latach siedemdziesiątych poznałem profesora Pisarka przy okazji planowania badań w ramach programu Polska kultura narodowa --jej tendencje rozwojowe i percepcja -- zrobił na mnie ogromne wrażenie i zaimponował kompetencjami, energią, entuzjazmem, umiejętnością projektowania i tworzenia atrakcyjnych wizji przy zachowaniu niezwykle ścisłego i precyzyjnego myślenia. Niezwykle ujmującą cechą profesora jest poczucie humoru, obecne także w rekomendowanej książce. Cytowane tu fragmenty dzieła Pisarka -- narzekania dziennikarzy i autorskie recepty -- są podszyte humorem, ale równocześnie potraktowane bardzo serio, ze świadomością wagi spraw i problemów. W Nowej retoryce dziennikarskiej najbardziej mnie zachwyciło właśnie połączenie niezwykłej prostoty, jasności, matematycznej wręcz precyzji z lekkością, dowcipem, dystansem w stosunku do przedmiotu i samego siebie. To po prostu książka znakomicie napisana. A nie jest łatwo pisać o retoryce, bo zawsze można się narazić na zarzut nieprzystawalności teorii i praktyki. Profesor Pisarek podjął jednak z wielkim powodzeniem ryzyko przypomnienia i przyswojenia sztuki, wobec której narosły pewne nieporozumienia i błędne wyobrażenia. Wielu bowiem z nas retoryka nadal kojarzy się z pompatycznym językiem, sztucznością, nieczystymi chwytami i różnymi ekstrawagancjami. Nic bardziej błędnego -- przekonuje profesor Pisarek. Retoryka dzisiaj - to sztuka prostoty, jasności i komunikacyjnego ładu. Autor Nowej retoryki dziennikarskiej zastrzegł się, że co innego mówić, co innego robić, co innego zaplanować, co innego wykonać. Zawsze istnieje jakiś dystans pomiędzy ideałem, marzeniem a realizacją. W wypadku książki Walerego Pisarka jest on jednak wręcz niedostrzegalny, co jest miarą doskonałości dzieła. Czyńcie, jako nauczam, a nie tak jak czynię -- zastrzega się w ostatnim zdaniu autor, ale jedno i drugie w wykonaniu prawdziwego mistrza, uczonego i nauczyciela jest tak samo pożyteczne, ważne i godne podziwu.